Posty

Peety. Pies, który uratował mi życie.

Grafika
Co tu dużo mówić - grafik postarał się, żeby obok tej książki nie dało się przejść obojętnie. Do tego dołóżmy wołające "-60kg" i mamy naprawdę ciekawie zapowiadającą się historię o zmianie życia. Czy opowieść Erica rzeczywiście wciąga? Od razu zdradzę, że tak. Dzień, który zmienił życie tego mężczyzny nie może przytrafić się każdemu, bo i nie każdy jest tak otyły, że potrzebuje specjalnych pasów w samolocie, no i nie dla każdego otyłego mężczyzny tych pasów zabraknie, przez co opóźnia start i ściąga na siebie gniew współpasażerów. Stan ducha Erica najlepiej zobrazuje fakt, że w mieszkaniu miał specjalny pokój, do którego wrzucał zużytą bieliznę, a nową zamawiał przez internet. Wyobraźcie sobie całą górę niepranych gaci - czy może być coś dobitniej pokazującego miejsce, w jakim stanął w swoim życiu nasz bohater? I kiedy Eric zjadł dwie ogromne pizze i zaczął modlić się o śmierć, przeżył coś co sprawiło, że postanowił jeszcze jeden raz o siebie zawalczyć. Udał się do l

Karol Gmyrek - Wodnik

Grafika
Kiedy  książkę do recenzji proponuje mi autor, przeważnie staram podpytać się o to, jak na mnie i mojego bloga trafił. Odpowiedzi są różne; jedne bardziej, drugie mniej zaskakujące, ale żadna nie była jak dotąd tak oryginalna jak ta, której udzielił mi pan Gmyrek. Autor Wodnika wybierał recenzentów według pewnego klucza - dana osoba miała mieć na czytelniczym koncie jedną z wybranych przez niego książek. U mnie był to Lesio , co ciekawe recenzowany w pierwszych miesiącach blogowej działalności (i jak tak teraz o tym myślę to słowo recenzja w odniesieniu do tego tekstu to pewnie spore nadużycie). W każdym razie zdecydowałam się na zapoznanie z tym tekstem dla dzieci i w ten sposób Wodnik znalazł się w moich rękach. Zacznijmy od najważniejszego, czyli od samej treści. Tytułowy wodnik to stworzonko wyglądające jak chłopiec i zamieszkujące samotnie wody otaczające słowiańską osadę. Pewnego dnia został przygarnięty przez jedną z rodzin i zaczyna życie u ich boku, głównie opiekując

Ich języki splatały się niczym wodorosty, czyli co ja przeczytalam.

Grafika
Potrzebowałam czegoś na odmóżdżenie; lekkiego, zabawnego, co nie będzie ode mnie wymagało wysiłku. Z racji że jestem obecnie uziemiona, do biblioteki wysłałam szwagierkę, a tam panie bibliotekarki wybrały dla mnie książkę wedle mojego zamówienia. Witkiewicz - myślę sobie, jest dobrze, przecież tyle razy czytałam o jej książkach, że już dawno miałam wziąć coś na tapet i sama wyrobić sobie zdanie. I tak oto stało się - wzięłam do ręki "Szkołę żon", książkę, która wyrwała mnie z marazmu i poruszyła na tyle, że zdecydowałam się napisać pierwszy od kilkunastu tygodni post. Od początku nie nastawiałam nie na bógwico - blurb w zasadzie już na starcie plasował tę książkę w gatunku "ej, no uprzedzałem, nie rzucaj mną o ścianę". Kilka kobiet pokrzywdzonych przez mężczyzn i przez los udaje się do "Szkoły żon", by tam odnaleźć siebie i pokochać siebie i generalnie wszystko ukierunkować na siebie , a to wszystko w trakcie lekcji robienia loda i masażu z bon

Marta Guzowska - Raj

Grafika
Galeria handlowa jednym kojarzy się z rajem, innym bardziej z piekłem (to drugie skojarzenie pewnie częściej mają mężczyźni czekajacy na swoje szalejące w sklepach połowice). Na otwarcie tego konkretnego Raju wyruszyło chyba całe miasto, bo najlepszy czas na łowienie okazji to właśnie pierwszy dzień w nowej galerii, a przynajmniej tak wszyscy myślą. W tym tłumie jest też kilka osób, które z różnych wzgledów nie opuszczą budynku przed zmrokiem. Ich drogi będą się krzyżować, plątać, a Raj nocą będzie czymś zupełnie innym niż za dnia. Noc w raju - brzmi kusząco? Uwierzcie mi, że absolutnie nie. Sam pomysł na fabułę można określić jako skrzyżowanie horroru i escape roomu, z tym że Raj nie jest powieścią grozy, a thrillerem psychologicznym. Fakt pozostaje faktem - zamknięcie w ogromnym budynku, zagrożenie, którego bohaterowie nie mogą przewidzieć ani zlokalizować i ciąg zdarzeń prowadzących do coraz mroczniejszych wypadków, zdecydowanie nadaje powieści mocnego akcentu. Podział n

Tom Phillips - Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko.

Grafika
Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko już samym tytułem sugeruje nie tylko tematykę, ale i język jakim posługuje się autor. Żartobliwy, miejscami wręcz niepoważny i sarkastyczny, zaskakująco dobrze pasuje do opisów największych błędów, porażek i złych decyzji w dziejach ludzkości. Jak się okazuje, w tym temacie jest w czym wybierać. Zaczynając od pewnej małpy, która niefortunnie spadła z drzewa, przez speców od zmieniania biegu rzeki i wywołania czegoś na kształt katastrofy ekologicznej, sprowadzania nowych, inwazyjnych gatunków zwierząt, lekceważenie Hitlera, kolonializm, aż po wyścig zbrojeń - w zasadzie nie było (i pewnie nie będzie) ani okresu, ani dziedziny w której nie bylibyśmy wybitni w spieprzaniu czegoś. Czytanie o tych wszystkich porażkach naszego gatunku powinno przybijać, jednak dzięki specyficznemu stylowi autora naprawdę bawi. Do tego można wyciągnąć z tej książki lekcje: wiele udało się nam zrobić tak, żeby się jednak nie udało, a mimo to wciąż żyje

Obserwatorzy